Portal nr 1 w powiecie bolesławieckim
BolecFORUM Nowy temat
Wróć do komentowanego artykułu:
Tajemnica szmaragdu - odcinek szósty
~Szkarłatny Pierwiosnek niezalogowany
13 września 2020r. o 12:13
Dzień dobry!
Wyjaśnienie zagadek. Kiedy Bolek i Julia szli do klasy maturalnej (podpowiadam, że był to rok 1990):
1) na basenie krytym (obecnie Termy) w nieco ciasnych przebieralniach owszem były zasłony, ale tylko od strony niecki basenu. Od korytarza były drzwi, jednak nie zawsze porządnie się domykały. Ale i tak chłopcy na pewno łamali zasady, tyle, że z jednej strony.
2) nie było żadnych świateł po drodze z Bielskiej/Parkowej na Starzyńskiego, przechodząc koło obecnej Policji i PWiK.
Pozdrawiam,
M.
P.S.
Do Szanownej Pani Redaktorki Karoliny,
Jeśli dalsza część, ta odnosząca się m.in. do przygotowań do wieczornej eskapady Julki i Bolka i imienin Pani Danusi, a zamieszczona pod odcinkiem 5, zostanie włączona do powieści, to w niczym nie obniży moim zdaniem poziomu fabuły. A za moment będą dalsze propozycje.
Zgłoś do moderacji Odpowiedz
~~Bakłażanowa Trytoma niezalogowany
13 września 2020r. o 12:25
*******************************
Mimo, że do Granicznej pozostał przysłowiowy rzut francuskim beretem z antenką, Bolesław nie przyspieszał. Teraz już był pewny, że Julia nie obraziła się za wcześniejszy przytyk do kobiecego wieku. Mógł więc nadal opóźniać dotarcie do obecnego miejsca zamieszkania Julii, choć z powodu niewielkiego pozostałego dystansu, na pewno nie mógł liczyć na zbyt długą pogawędkę.
- Nie byłam też mężatką. – przyznała wreszcie i już konkretnie Julia, rozumiejąc rozterki Bolesława.

Na Bolesława to jakże obszerne, kolejne wyznanie Julii dotyczące jej stanu cywilnego podziałało jak wielki haust syropu rozluźniającego. Lek rozlał się po jego ciele, aż do ostatniego naczynia włosowatego i ostatniej synapsy układu nerwowego. Opadło z niego nagle całe napięcie, niepewność, a depresyjne rozczarowanie musiało znaleźć innego kandydata na żywiciela.

Powracające uczucie było żywsze i większe niż przypuszczał. Wielkie jak humbak. Dinozaury były większe, ale już ich nie ma, więc nie mogłyby tutaj służyć za przykład żywego i wielkiego uczucia.
Czuł się jak rozbitek, który całe wieki, bez nadziei przemierzał przestworza oceanu na tratwie i trafił wreszcie na suchy ląd, a na nim cudowna, rudowłosa, skąpo odziana kobieta z wieńcem kwiatów na szyi witała go koszem owoców. Albo jakby dwadzieścia lat błąkał się po pustyni i trafił wreszcie na tą samą kobietę, bez wianka na szyi, bez owoców, ale za to z manierką pełną wody.

Postanowił odkręcić to naczynie, wziąć wielki łyk i całkowicie poddać się działaniu jego zawartości. Miał nadzieję, że Julia była tak samo spragniona.
- Bo wiesz… Julka. Po tym wszystkim nie poukładało się nam, tak jak tego chciałem. Nie tak miało wyglądać nasze życie. Straciliśmy, można powiedzieć, połowę naszego… - zaczął się tłumaczyć Bolesław.
- Wiem, Bolek. Ja też ogromnie żałuję, że nie próbowałam cię zatrzymać. – nie dała mu dokończyć Julia.

Jak zwykle chodziło im po głowach dokładnie to samo. I jak zwykle ich wspólne myśli wyrażał raz on, a innym razem ona. Wiele razy za dawnych czasów w podobnych sytuacjach zdarzało się, że po prostu spoglądali sobie w oczy i uśmiechali się bez słowa. Chwilę potem, jak tylko mieli je pod ręką, brali puste karteczki i zapisywali na nich to, o czym właśnie pomyśleli i wymieniali się nimi. Nie zdarzyło się, aby karteczki zawierały co innego. Widać chorowali na uczuciową albo mentalną telepatię. Albo coś bardzo podobnego, być może nieuleczalnego. Coś, na co na pewno dwa razy się w życiu nie choruje. Bolesław prawdopodobnie miał nawrót tej choroby. Czy Julia także?

– Nie mam do ciebie o nic żalu, drogi Bolesławie. Nie zrobiłeś nic złego. Byliśmy młodzi. Nie powiem, że zawsze mądrzy, bo bym skłamała. – krótko i jak zwykle konkretnie wyjaśniła Julia.
- To były inne czasy. – filozoficznie z kolei podszedł do tematu Bolesław. W tym momencie skręcił ze Staszica w prawo, w Graniczną. Zwolnił już tak, że wolniej się jechać nie dało. Czekał na podanie numeru posesji.
- Ach, to na pewno! Frytki smażyło się z ziemniaków w domu i nikt nie był uwiązany do smartfona, jak do smyczy. Choć nie ukrywam, że tamtej nocy akurat przydałoby się mieć jakiś na podorędziu. – Julia odwróciła wzrok i na chwilę wróciła myślą do feralnego niedzielnego wieczora. Tyle się wtedy wydarzyło. Ale co było, minęło.

– Stój! – krzyknęła nagle Julia, wbijając boleśnie paznokcie lewej ręki w prawe przedramię Bolesława, a ten w czasie krótszym niż koliber macha skrzydłem ostro nacisnął pedał hamulca. Co za refleks! Polecieli głowami gwałtownie do przodu. Dobrze, że mieli pasy, bo zaliczyliby co najmniej po wielkim guzie na swoich zafrasowanych czekającymi ich dalszymi wyznaniami, nie tak gładkich już z powodu wieku czołach. Zlustrowali się nawzajem z nadzieją, że to drugie ocaliło wszystkie żebra. – Przejechałeś go!
- Jezus Maria! Pies czy kot? –wykrzyknął Bolesław przerażony. Nie chciał zostać mordercą zwierząt domowych. Szybko zgasił silnik i prawie chciał wysiadać.
- Mój dom! – uspokoiła go Julia i położyła dłoń na jego prawym ramieniu. – Ale nie kłopocz się i nie cofaj, tutaj wysiądę. Potem sobie zawrócisz na pętli. Albo pojedziesz naokoło Wałową. – Dodała nieco zakłopotana. Zupełnie jakby nie chciała, aby Bolesław zobaczył, jak wchodzi do domu. Bolesław znów poczuł, że coś się jednak komplikuje. Ale jeszcze nie miał pojęcia co, chociaż coraz bardziej chciał się dowiedzieć.

Julia wysiadła, zarzuciła plecak na ramię, szybko przebiegła za mercedesem, a potem przez ulicę na drugą stronę i wbiegła w otwartą na oścież bramę wjazdową jednego z domów. Bolesław próbował się odwrócić w lewo i przez szparę pomiędzy zagłówkiem, a słupkiem zauważył tylko jak Julia znika w świetle ulicznej lampy na jednej z posesji. W domu paliły się światła. Ktoś na nią czekał. Ale kto?
Domy na Granicznej w większości były przedwojennymi, niskimi, krytymi czerwonymi dachówkami bliźniakami. Nie widział drzwi od ulicy, więc na pewno wejście do domu musiało być od podwórka. Ze skręconą nienaturalnie głową pogapił się jeszcze chwilę na niewielki domek, który wydawał mu się jakiś znajomy, a potem trzepnął się otwartą dłonią w ledwo uratowane od zderzenia z deską rozdzielczą czoło, bo nagle przypomniał sobie, że przecież tutaj kiedyś mieszkała jej ciotka Alinka z wujkiem, którego imienia Bolesław już nie pamiętał. Ciekawe co u nich słychać i kiedy Julia u nich zamieszkała?

Włączył silnik, wrzucił bieg i ruszył. Stwierdził, że pozostało mu do północy bardzo niewiele czasu. Postanowił więc przyspieszyć i nie przejmować się ograniczeniami. O tej porze szanse spotkania patrolu drogówki były naprawdę niewielkie. Kiedy z dużą prędkością odjeżdżał w kierunku swojego mieszkania, pod samochodem nadal powoli migała czerwona dioda.
*****************************
Pozdrawiam,
M.
Zgłoś do moderacji Odpowiedz
~~Bakłażanowa Trytoma niezalogowany
13 września 2020r. o 12:35
I ekspresowo c.d.
*************************************
Bolesław i Julia nie mogli wiedzieć, że kilka godzin wcześniej, kiedy oni rozpoczynali koszenie mchu i igliwia neokosiarką w lesie pomiędzy Złotym Potokiem, a dawnymi magazynami wojskowymi, na parking zajechało czarne audi A6 w wersji kombi i z przyciemnianymi szybami. Z auta wysiadł wysoki mężczyzna, ubrany w nieodpowiedni do celu wizyty większości gości ośrodka oraz do warunków pogodowych upalnego lipcowego dnia, długi ciemny płaszcz.

Mężczyzna chciał ich śledzić przez cały czas, kiedy krzątali się po lesie, ale po namyśle i zobaczeniu tego, czym się zajmują, zrezygnował z tego pomysłu. Nietrudno było ich w lesie znaleźć, bo nie uszli daleko i robili wiele hałasu. Oprócz tego, byli jedynymi gośćmi tego lasu z różowym neseserem. Widać chcieli się ukryć w tłumie. Obserwował ich przez chwilę z ukrycia, starając się pozostać niezauważonym. Widział, jak kopią saperką dół pod starym dębem, przy leśnej drodze. Kiedy wciągnęli skrzynkę, która odpowiadała opisowi, postanowił zawrócić na parking. Był pewien, że zabiorą skrzynkę ze sobą, kiedy będą wracać do miasta.

Wróciwszy na parking, podszedł od tyłu do ciemnoczerwonego mercedesa. Wyglądał, jakby coś chciał wyjąć z bagażnika, ale pochylił się i udając zawiązywanie sznurówek, niezauważenie włożył pod spód auta małe migające malutką czerwoną diodą urządzenie. Bez zwłoki i oglądania się za siebie wyjechał z parkingu, wyjmując i umieszczając w uchwycie przyklejonym pośrodku przedniej szyby markowego smartfona. Nie chciał na siebie zwracać uwagi, zajmując bez powodu miejsce na ciasnym, monitorowanym parkingu, więc postanowił poczekać na upatrzonym wcześniej placu przy centrum handlowym Stara Mleczarnia. Interesująca go para, wracając na pewno wybierze najkrótszą drogę wjazdową do miasta.

Obserwując ruchliwy parking, mężczyzna przypomniał sobie dość niezwykłą rozmowę, która doprowadziła go do tego miejsca i momentu. Trzy dni wcześniej zadzwonił na jego telefon nieznany numer. Jakże by inaczej. Najtrudniejsze zlecenia, często wymagające nawet „pobrudzenia” sobie rąk, zawsze przychodziły z nieznanych numerów. Jednak gdyby tylko chciał, odszyfrowałby numer dzwoniącego, bo miał odpowiedni sprzęt do namierzania nawet takich numerów. Ale nigdy nie chciał, bo i po co? Jak mówią: „miensze znajesz, dalsze budiesz”. Sprzęt ten wykorzystywał za to prawie zawsze na etapie śledzenia i zbierania informacji. Mógł dzięki niemu również nagrywać i podsłuchiwane rozmowy oraz gromadzić przesyłane SMSy i MMSy.

Zleceniodawcy zapewne zależało na czasie, bo uznał, że należy ułatwić lub przyspieszyć mu wykonanie zadania. Mężczyzna otrzymał bowiem SMS-em jednorazowy link z hasłem do pobrania zdjęć. Bez zwłoki ściągnął zdjęcia na smartfona. Wiedział doskonale, że zdjęcia w tym momencie zniknęły z chmury. Super wynalazek. Te smartfony i te chmury. Kiedyś musiał dostawać zdjęcia w kopertach. A teraz proszę bardzo, jaka wygoda i oszczędność czasu.

Ktoś się nieźle postarał, bo fotografie były naprawdę dobrej jakości. Na jednym z nich, chyba najważniejszym, znajdowała się postać wysokiego, masywnego, lekko łysiejącego mężczyzny w wieku około 45 lat, stojącego przy otwartym bagażniku wiekowego, ciemnoczerwonego mercedesa, przed odremontowanym garażem na podwórku jakichś kamienic. Jego twarz była skierowana w kierunku obiektywu aparatu. Coś w tej twarzy, jak i w całej postaci zwróciło uwagę i zaniepokoiło mężczyznę. Naszło go przeczucie, że wkrótce może stać się coś nieprzewidzianego. Uczucie z rodzaju takich, które towarzyszą myśliwemu, kiedy ma zapolować na mało znanego i niebezpiecznego zwierza na nieznanym mu terenie. No to zobaczymy, co z ciebie za zwierz, pomyślał mężczyzna, chociaż był pewien, że nie będzie musiał na niego polować. Przedmiotem zlecenia nie był bowiem nieznajomy ze zdjęcia, tylko to, co znajdowało się lub miało się wkrótce znaleźć w jego posiadaniu. Musiał tylko wytropić, gdzie facet to schowa. Wtedy po prostu to gościowi ukradnie, zamiast szarpać się z nim na środku ulicy jak Krakus z Poznaniakiem podczas kłótni o znalezioną złotówkę.

Na kolejnych zdjęciach były pokazane możliwe miejsca przebywania typa. Kamienica w ciasnej zabudowie, działka z altaną i kilkoma jabłoniami oraz najciekawsze zdjęcie: zakładu pracy. Była to jednostka wojskowa. Zdjęcie przedstawiało strzeżoną bramę, a po jej prawej stronie trzykondygnacyjny, szary budynek, przed którym prężyły lufy do siebie dwie armaty 76 mm ZiS-3 wzór 1942 produkcji radzieckiej. Stoją jak stały, pomyślał mężczyzna. Oglądał to zdjęcie na tyle długo, że stwierdził, iż miejsce to od niemal trzydziestu lat niewiele się zmieniło. Może tylko armaty zostały starannie odmalowane. No i ta flaga. Wolałby osobiście, aby wisiała tam jednak inna, cała czerwona.

Podczas rozmowy ze zleceniodawcą otrzymał też inne szczegóły, które z kolei zapisał, a potem zapamiętał, a karteczkę spalił: adres domowy kolesia, lokalizację jego ogródka działkowego, dane o rodzinie, której nie miał, numer jego telefonu komórkowego i numer rejestracyjny mercedesa. Trzy adresy, dwa numery. Łatwe do zapamiętania. No cóż. W takim małym mieście trudno go będzie zgubić, a łatwo znaleźć.

Już robiło się ciemno, kiedy kropka na mapie ruszyła i zaczęła się zbliżać do oczekującego na nią mężczyzny w ciemnym audi. Dobrze, bo zbliżała się godzina zamknięcia sklepów i parking zaczął się robić pusty. Mężczyzna nie lubił zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi. Uruchomił silnik i czekał. Już za kilkanaście sekund ujrzał światła zbliżającego się powoli mercedesa.
**********************************
Pozdrawiam,
M.
Zgłoś do moderacji Odpowiedz
4335
#Pannazdzieckiem nieaktywny
13 września 2020r. o 13:29
Em , jestem pełen podziwu dla Twej pamięci , elokwencji , wyobraźni i wiedzy . Ale proszę wyślij Bolka i Julię na wczasy ... w kosmos :D Co się tam " bendom " po Bolesławcu plątali , szczególnie w zamierzchłych czasach.

Czas na odkrywanie nie tego co było , a tego co bendzie :) Nie przeszłość , a przyszłość. :) Imperatyw musisz zmienić Em ... ce kwadrat :) I nie zapomnij o różowym plecaku Bolka i chusteczkach Julii :)

A Czarną Wołgę , tudzież Mercedesa Stasi wrzuć do :



Mniemam , że wspólnymi siłami , Ty Twórca , ja skromna obsługa betoniary , zmierzamy do tego samego celu ... :)


Dopisane 13.09.2020r. o godz. 13:29:

Qurde neseser z plecakiem mi się pomylił . Mea culpa :D . Jak mawiają starożytni " memento mori " , ale nie wiem , jak jest po łacinie " jeszcze raz żyć " ... ktoś ma jaki translator do dyspozycji ? :D

Ludzie w zasadzie myślą logicznie. Problem polega na tym , że operują na nie pełnych , bądź fałszywych informacjach. I dlatego taką logikę trzeba w du... ży kapelusz włożyć . Krzysztof Karoń.
Zgłoś do moderacji Odpowiedz
~Bakłażanowa Trytoma niezalogowany
13 września 2020r. o 16:23
Dzięki, Piotrek, za ten komplement. Spiekłem raczka.
W kosmosie już byli. A co do przyszłych losów, zakładamy, że to nie powieść SF, więc podróż w czasie co najwyżej ograniczy się do sfery marzeń. Będą na pewno marzyć, jak tylko ogarną przeszłość. A tu zaraz ktoś może stracić życie w tym garażu... I może nie będzie komu w ogóle marzyć?
Pozdrawiam
M.
Zgłoś do moderacji Odpowiedz
~Ceglastobrązowa Krwawnica niezalogowany
13 września 2020r. o 16:56
удалите,пожалуйста! .
Zgłoś do moderacji Odpowiedz
4335
#Pannazdzieckiem nieaktywny
13 września 2020r. o 19:03
~Bakłażanowa Trytoma napisał(a): Dzięki, Piotrek, za ten komplement. Spiekłem raczka.
W kosmosie już byli. A co do przyszłych losów, zakładamy, że to nie powieść SF, więc podróż w czasie co najwyżej ograniczy się do sfery marzeń. Będą na pewno marzyć, jak tylko ogarną przeszłość. A tu zaraz ktoś może stracić życie w tym garażu... I może nie będzie komu w ogóle marzyć?
Pozdrawiam
M.


O Ty sadysto ... raki się gotuje , nie piecze :D Ale kiedy dzieciakiem byłem i jeszcze nie wiedziałem , co jest pięć , to przyznaję się do grzechu , polowałem na raki . Piękne chwile to były... miejmy nadzieję , że myśliwy nie trafi tej wydry z fotki :)
Oczyma wyobraźni widzę jak wydra podnosi środkowy palec Lichockiej :D Jak gest Kozakiewicza :D

Ale , ale Drogi Em .. ce kwadrat , czy Ty na pewno jesteś facet , bo widzisz dzisiaj w realu spotkałem Sokoła , chciał mnie haszem poczęstować i piwem . Ja alkoholik domniemany , kumpel Słonia odmówiłem , ale papierocha pojaraliśmy . Posłuchałem , co ma do powiedzenia i uznałem , że Sokół się pogubił ... jeśli chciałbyś pogadać ... przybież jakiś login Em i na priva :)

Żyjemy w lokalnej społeczności , gdzie każdy każdego zna . Nie wolno wstydzić się własnej twórczości ... nie piecz więcej raków , pisz dalej , i jakiś login , proszę Cię :)

Ja stary plotkarz , cham i prostak napiszę Ci , co dręczy Sokoła na priva :)

ps. Moja sugestia odnośnie Karoliny na początku pięcioksięgu ... widzisz Em ... ce kwadrat , kiedy ma się do czynienia z anonimami , to do dupy z budową świadomości . Kochasz Ją , czy Nią jesteś ? :)

Zaloguj się , jakkolwiek chcesz ... i pisz dalej :)

Ludzie w zasadzie myślą logicznie. Problem polega na tym , że operują na nie pełnych , bądź fałszywych informacjach. I dlatego taką logikę trzeba w du... ży kapelusz włożyć . Krzysztof Karoń.
Zgłoś do moderacji Odpowiedz
~~Bakłażanowa Trytoma niezalogowany
13 września 2020r. o 22:04
Pannazdzieckiem napisał(a):
ps. Moja sugestia odnośnie Karoliny na początku pięcioksięgu ... widzisz Em ... ce kwadrat , kiedy ma się do czynienia z anonimami , to do dupy z budową świadomości . Kochasz Ją , czy Nią jesteś ? :)
Zaloguj się , jakkolwiek chcesz ... i pisz dalej :)


Ten M. inicjał jest przypadkowy,
Wżdy wolę zostać anonimowy.
Słowo honoru zaś anonima,
To nie Redaktor jest Karolina.

Piszę, o zgrozo,
Nie tylko prozą!
M.

PS.
Pozostańmy skupieni na konstruowaniu fabuły i dostarczaniu czytelnikom zabawy. Dbajmy więc o zdrowie i poczucie humoru naszych bohaterów.
Zgłoś do moderacji Odpowiedz
Wypowiedz się:
Jeśli zostawisz to pole puste przypiszemy Ci losową ksywę.
Publikacja czyichś danych osobowych bez zezwolenia czy użycie zwrotów obraźliwych podlega odpowiedzialności karnej i będzie skutkować przekazaniem danych publikującego organom ścigania.
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Bolec.Info nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii i wypowiedzi, a osoba zamieszczająca wypowiedź może ponieść za jej treść odpowiedzialność karną i cywilną. Bolec.Info zastrzega sobie prawo do moderowania wszystkich opublikowanych wypowiedzi, jednak nie bierze na siebie takiego obowiązku. Pamiętaj, że dodając zdjęcie deklarujesz, że jesteś jego autorem i przekazujesz Wydawcy Bolec.Info prawa do jego publikacji i udostępniania. Umieszczając cudze zdjęcia możesz złamać prawo autorskie. Bolec.Info nie ponosi odpowiedzialności za publikowane zdjęcia.