BolecCynk

 

R E K L A M A

Tajemnica szmaragdu - odcinek piętnasty

Komentarze Bolecnautów

  • avatar

    Bardzo ciekawy odcinek :)

    17 października 2020r. o 19:43

  • avatar

    c.d. Julia, trzymaj się (vide poprzedni wpis)
    *************************

    Julia rzuciła plecak na miejsce pasażera i wsiadła do auta, kupionego dla Oli w autokomisie ponad rok temu z okazji jej 25 urodzin. Sprzedawca zapewniał kilkakrotnie, że Niemiec płakał jak sprzedawał, chociaż z papierów wynikało, że auto miało w Polsce już dwóch właścicieli. Kilkunastoletnie polo w kolorze wściekle żółtym nie kosztowało wiele, ale było sprawne i dość zadbane, więc nie wymagało wielkich nakładów finansowych. Ola korzystała z niego na ostatnim roku studiów, chociaż jako młody kierowca wolała poruszać się we Wrocławiu głównie tramwajami i autobusami. Była jednak do swojego auta bardzo przywiązana, jak kiedyś do Kajetana, jednej ze swoich pluszowych, kolorowych zabawek, zabieranego ze sobą wszędzie tam, gdzie Ola potrzebowała amuletu przynoszącego szczęście.

    Ola szanowała i dbała o autko, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Na razie używała go dojeżdżając do swojej pierwszej pracy, jako wózek na zakupy i w razie potrzeby do załatwienia jakiejś ważniejszej sprawy, jak na przykład dostarczenia wujka Zygmunta do przychodni. Nie miała okazji jeszcze jeździć swoim kanarkiem na dalsze trasy, chociaż zarzekała się, że jak już się lepiej poczuje za kierownicą, to pierwszym krajem, które odwiedzi będą jej ukochane Włochy. A dokładniej mówiąc prowincja Foggia. Jeszcze dokładniej – położone niemal na czubku ostrogi włoskiego buta cudne, niewielkie miasteczko Peschici. Miasteczko, które każdy łatwo sobie wyobrazi, kiedy tylko zamknie oczy i usłyszy „włoskie miasteczko z białymi kamieniczkami nad brzegiem Adriatyku”. Biały klif, maleńka, zabytkowa starówka z ciasnymi uliczkami i krzywym brukiem, smak chrupiącej focaccii skropionej prawdziwą włoską oliwą w jednej z kilkunastu maleńkich, trudnych czasem do znalezienia restauracyjek. Ola była tam aż kilkanaście razy rok po roku, zabierana przez swoich dziadków, zanim przeniosła się ze swoją mamą na stałe z Głogowa do Bolesławca. Julia nie była tam ani razu, chociaż zaproszenia miała na każdy z tych wyjazdów. Ale kto wie? Może wreszcie pojadą razem na ten kamping, o którym Ola tyle razy opowiadała, a na którym już pewnie traktują Olę jak swoją dobrą znajomą.

    Julia wsunęła do stacyjki kluczyk, do którego przyczepiony był puszysty pomponik, dyndający podczas jazdy. Uruchomiła silnik i wyjechała z garażu. Darowała sobie zamknięcie za sobą dwuskrzydłowych, ręcznie otwieranych drzwi garażowych, gdyż w zasadzie oprócz auta w garażu tym nic cennego, poza własnoręcznie skonstruowaną przez wujka Zygmunta kosiarką do trawy i kilku starych narzędzi ogrodowych, nigdy się nie znajdowało. Nie chciała też tracić cennego czasu na ich zamykanie.

    Wyjechała przez bramę, skręciła w prawo, a za chwilę w lewo w ulicę Staszica. Przyspieszyła, gdyż trasa do centrum była o tej porze już pusta. Nie zauważyła także żadnych przechodniów, zupełnie jakby miasto zamarło. Oświetlone żółtym światłem sodowych żarówek budynki, płoty i nieruchome drzewa wydawały się Julii wyjątkowo nierzeczywiste i upiorne, jak w jakiejś apokaliptycznej wizji końca świata. W takiej scenerii łatwo można było sobie wyobrazić, że za chwilę między budynkami pojawią się pochodzące z kosmosu trójnożne, kroczące maszyny, mające na celu eksterminację gatunku ludzkiego za pomocą „snopów gorąca”, jak w „Wojnie światów” Wellsa.

    Sygnalizacje świetlne na mijanych skrzyżowaniach były już wyłączone o tej porze. Pulsujące na pomarańczowo światła zamiast sterować nocnym ruchem, ostrzegały tylko o niebezpiecznym miejscu przecięcia dwóch dróg, ale dzisiaj wydawały się także informować świat o jeszcze innym zagrożeniu. Julia poczuła nagły ścisk w żołądku, kiedy uzmysłowiła sobie, że jeżeli to Bolek padł ofiarą strzelaniny, to jego serce pewnie pulsuje teraz dokładnie jak te mrugające żarówki, dopóki ktoś nie sięgnie do wyłącznika i go nie naciśnie. Poprosiła w myślach Boga, aby tego guzika na razie nie dotykał i nie zdmuchiwał jeszcze Bolkowej świeczki.

    Julia nie prowadziła ani zbyt pewnie, ani zbyt szybko, gdyż nie miała wystarczająco długiego doświadczenia w prowadzeniu pojazdów. Zbliżała się jednak nieubłaganie do celu, nie mając pojęcia co tam zastanie. Do jej głowy wciąż próbowały przebijać się jakieś niepokojące obrazy, które zdecydowanie próbowała odganiać. Nie mogła poddać się tym pesymistycznym wizjom wyświetlającym się jak przeglądane w albumie zdjęcia z miejsc dramatycznych wydarzeń i tragicznych wypadków. Życie i praca zawodowa nauczyły ją, że przysłowiowa nadzieja umiera ostatnia. Wielokrotnie dzięki temu uratowała niejedno życie, kiedy wszystkim innym dokoła dalsza reanimacja wydawała się bezsensowna.

    Znienacka dopadły ją potworne wyrzuty sumienia, bo jeżeli coś złego stało się Bolkowi, to przecież była to tylko i wyłącznie jej wina. Kto bowiem, jak nie ona namawiał go kilka dni temu do wygrzebania z ziemi tej cholernej skrzynki, zupełnie zapominając w jakich okolicznościach została tam zakopana? A wreszcie kto, jak nie ona dwadzieścia kilka lat temu, nie wiadomo na co licząc, namówił Bolka do zabrania tejże skrzynki z wojskowej ciężarówki, przez co narazili się na całą tą tragedię, po której jedynie Bolkowi mogła zawdzięczać to, że przeżyła oraz to, że mogła po tylu latach ponownie spotkać go na swojej drodze. Wychodziło na to, że była dla niego jakąś femme fatale. Oby jednak nie.

    Minęła targowisko na Wesołej, komendę PSP, stację Lotosu i skręciła w lewo w ulicę Kubika na ostatnim mijanym skrzyżowaniu z migającą na pomarańczowo sygnalizacją. Oznaczało to, że już dosłownie za kilkadziesiąt sekund przekona się, czy odnowiony związek z Bolesławem będzie miał szansę rozwinąć się, czy może zostanie zakończony tym razem na zawsze. Przejeżdżając koło Polmozbytu zauważyła mrugającą niebieską poświatę za murem miejskim, tam gdzie znajdowało się podwórko z garażem Bolka. Spodziewała się policyjnych blokad, więc zanim jeszcze dojechała na miejsce, sięgnęła na wszelki wypadek do zamkniętej na zatrzask kieszeni plecaka, aby wyjąć trzymaną tam legitymację strażaka.

    Kiedy skręciła w ulicę Kutuzowa zobaczyła blokujący prawy pas drogi przy muzeum radiowóz na światłach i stojącego przy nim funkcjonariusza. Zatrzymała samochód i pokazała zbliżającemu się policjantowi legitymację, informując go niezgodnie z prawdą, że została wezwana przez dyspozytora. Policjant poprosił, aby nie wjeżdżała jednak na ulicę 1 Maja, tylko zaparkowała na parkingu pod cukiernią, albo wzdłuż ulicy Chopina. Przejechała powoli koło funkcjonariusza i omijając radiowóz, wjechała w prawo w ulicę Chopina, gdzie zaparkowała po lewej stronie, bo tak jej było łatwiej i wygodniej.

    Wysiadła z volkswagena i nie zamykając go biegiem ruszyła w stronę Placu Zamkowego. Zwróciła uwagę, że drugi z policjantów, przyświecając sobie latarką obchodził właśnie dokoła jakieś ciemne kombi, stojące jako jedyne na parkingu przed cukiernią Malinka. Z daleka zauważyła stojący za skrzyżowaniem i za wjazdem na podwórko tył jednego z wozów PSP, zdaje się że scanię, także na kogutach. Dwóch kolegów z komendy stało w hełmach pod apteką. Zbliżyła się do nich szybkim krokiem, zapominając w nerwach o przywitaniu.

    - O, pani Nina! – młodsi koledzy zawsze zwracali się do niej per pani i to w dodatku per pani Nina, używając zdrobnienia od jej pierwszego imienia, ale jej nigdy nie chciało się z tym walczyć, ani użerać. – Wezwali panią? Całkiem niepotrzebnie. Erka już dawno tam zajechała. Być może już nawet zapinają worek. – odpowiedział starszy z nich, Kamil. Gdyby było jaśniej, zauważyłby, że Julia zbladła jak papier.

    - Nie wzywali, ale przyjechałam sprawdzić, czy to nie aby mój znajomy, który tutaj mieszka. Daj mi może jakąś kamizelkę, Kamil. Na wszelki wypadek, żeby nikt się mnie nie czepiał. – poprosiła kolegę Julia - Muszę tam szybko zajrzeć i się upewnić.

    - Nie ma sprawy, pani Nino – odrzekł strażak, lecz zamiast wracać do wozu, zdjął i po prostu pożyczył Julii swoją bluzę z napisem STRAŻ. Sam został w koszulce z krótkim rękawem.

    - Zaraz oddam. – obiecała Julia. Na nogach jak z waty przeszła koło schodków prowadzących do apteki i pozdrawiając kolejnego funkcjonariusza skierowała się prosto na podwórko. Teraz nikt nie powinien jej o nic pytać, ani zaczepiać. Członkowie wzywanych na miejsce służb starali się nigdy sobie nie przeszkadzać w wykonywaniu czynności, lecz zawsze współpracować, bo jedni drugich często bardzo potrzebowali.

    Mijając róg kamienicy rozeznała się w sytuacji. Zobaczyła dwa radiowozy i karetkę blisko otwartego garażu Bolka. Tuż przed podniesioną bramą garażową stał bolkowy mercedes. Drzwi, którymi tak masakrycznie głośno trzaskał Bolek, były otwarte, jakby dopiero co wysiadł. Tak bardzo chciała go teraz zobaczyć i usłyszeć jego głos. Łudziła się więc, że może jednak zaraz wyjdzie z garażu i rzuci jakimś świńskim komentarzem na temat jej dwuznacznego napisu na koszulce. Sądząc jednak po tym, czego dowiedziała się chwilę wcześniej od dyspozytora, nie mogła na to raczej liczyć.

    Szła dalej, kątem oka widząc jak następny z policjantów rozmawia z kimś przez uchylone drzwi do klatki schodowej pierwszej z kamienic. W wielu oknach paliło się światło. Ludzie mieli wreszcie swoją podwórkową sensację, pomyślała i w tym momencie zobaczyła, jak z garażu wychodzą dwaj ratownicy medyczni i dwaj policjanci, pchając z dużą prędkością po kostce brukowej nosze jezdne z leżącym na nich nieprzytomnym Bolesławem. Opatrunki, które przytrzymywał jeden z ratowników na jego brzuchu były przesączone krwią.

    Julii nagle zakręciło się w głowie i odpłynęła w ciemność. Osuwając się na ziemię przemknęło jej tylko przez myśl, że może mimo wszystko to jednak jest koszmarny sen i że za chwilę nastanie ranek, a ona ziewając i przeciągając się, obudzi się w swoim łóżku.
    **************************
    c.d.n.
    Hmmm.... Włochy... ;)
    Pozdrawiam,
    M.

    przedwczoraj o 13:15

  • avatar

    Ciekawe kto to pisze? Fantastyczna zabawa.

    przedwczoraj o 17:58

  • avatar

    Wiem, ale nie powiem. :)
    Pozdrawiam,
    M.

    wczoraj o 9:52

  • avatar

    Emocje cisnienie ,spadek,cukru oraz uderzenie w głowę powoduje omdlenie ,które w tej sytuacji włamywacz bierze za spowodowane postrzeleniem ułożenie ciała .W tym świetle również plamę farby z pojemnika,w którym po malowaniu zostało niewiele ale ciśnienie gazu uszkodzonego przez rykoszet pojemnika pryska na ścianę włamywacz bierze za krew Bolesława ,niewielkie draśnięcie krwawiące powoduje że zostaje zabrany do szpitala gdzie odzyskuje przytomność .Lekarz jednak po opatrzeniu postanawia ,wysłać Bolka na badanie głowy tomografem .Jadą do Jeleniej Góry w drodze Bolek ma dużo czasu by przeanalizować całe zdarzenie i co zrobić dalej.Czy uda mu się dociec kim jest włamywacz i kto zlecił te włamanie ..

    18 godz. 4 min. temu

R E K L A M A

Skomentuj:

Kontakt z Bolec.Info

Redakcja: redakcja@bolec.info, tel. 693-375-790
Dział Reklamy: reklama@bolec.info
Reklama na Bolec.Info: tel. 693-375-950, 693-375-799
Pełna wersja strony
Bolec.Info - wersja mobilna

Copyright © 2004-2020 by Bolec.Info (przygotowanie: Bartłomiej Mierzwa)